Poradnik
Czarna, lepka masa pod starą klepką budzi najwięcej pytań w mieszkaniach z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Najważniejsze jest rozróżnienie: inaczej wygląda sprawa, gdy subit leży nienaruszony pod podłogą, a inaczej, gdy ktoś zacznie go kuć lub szlifować.
W skrócie. Subitu nie szlifujemy i nie podgrzewamy - to są dwie sytuacje, w których z warstwy kleju realnie robi się pył i opary. Jeżeli klepka trzyma się dobrze, w ogóle do niego nie schodzimy: cyklinujemy wierzch deseczki, a lepik zostaje zamknięty pod podłogą. Decyzję podejmujemy na miejscu, po sprawdzeniu, jak parkiet jest przyklejony.
To handlowa nazwa lepiku na bazie asfaltu, którym w Polsce masowo klejono deszczułki do jastrychu od lat siedemdziesiątych do dziewięćdziesiątych. Był tani, mocny i odporny na wilgoć, dlatego trafił do ogromnej liczby mieszkań w blokach i w kamienicach po remontach z tamtego okresu. Poznaje się go po czarnej, matowej, lekko plastycznej warstwie i po charakterystycznym zapachu, który wraca, gdy masa się nagrzeje.
Lepiki tego typu powstawały na bazie asfaltu i produktów smołowych, a te zawierają wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, w skrócie WWA. Do tej grupy należy między innymi benzo[a]piren, uznawany za substancję rakotwórczą. Problem polega na tym, że WWA nie znikają z upływem lat - zmniejsza się natomiast ich emisja do powietrza, bo masa z czasem twardnieje i traci lotne składniki.
Dlatego pytanie „czy subit jest szkodliwy" jest źle postawione. Właściwe pytanie brzmi: czy coś spowoduje, że ta warstwa zacznie pylić albo parować. Nienaruszona, przykryta parkietem i wyschnięta od pięćdziesięciu lat zachowuje się inaczej niż ta sama warstwa rozgrzana opalarką albo starta szlifierką na proszek.
W większości mieszkań, które oglądamy, jest to wariant najrozsądniejszy. Jeżeli klepka trzyma się podłoża, nie klawiszuje i nie ma odspojeń, renowacja dotyczy wyłącznie wierzchniej warstwy drewna. Szlifujemy od góry, uzupełniamy szczeliny masą z pyłu tego samego drewna, kładziemy trzy warstwy lakieru. Lepik przez cały ten czas pozostaje tam, gdzie był, zakryty podłogą.
Sprawdzamy to przed wyceną, nie po rozpoczęciu prac. Najprostszy test to opukanie podłogi i obejrzenie krawędzi przy progu albo przy rurze kaloryfera, gdzie zwykle widać przekrój.
Wtedy prace prowadzi się mechanicznie i na zimno: zrywa się parkiet, a lepik usuwa skrobakami i maszyną na zimno, bez ognia i bez szlifowania. Pomieszczenie jest wentylowane, pracownicy mają półmaski z filtrem przeciwpyłowym, a odpad trafia do zamkniętych worków. Jeśli właściciel chce mieć pewność, co dokładnie znajduje się w jego podłodze, próbkę można oddać do badania laboratoryjnego - to jedyny sposób, żeby mówić o składzie, a nie o prawdopodobieństwie.
Co z tego wynika dla remontu. Obecność subitu sama w sobie nie przekreśla renowacji i zwykle nie podnosi ceny, bo nie wchodzimy w podłoże. Kosztuje dopiero decyzja o zerwaniu podłogi, i to ona wymaga osobnej wyceny. Dlatego na zdjęciach, o które prosimy przy wycenie, przydaje się jedno ujęcie progu albo miejsca, gdzie widać, na czym leży klepka.
W kamienicach subit pojawia się rzadziej, bo oryginalne podłogi z przełomu wieków leżą zwykle na legarach, a lepik trafiał tam przy późniejszych przeróbkach. O tym, co jeszcze bywa pod starą podłogą i jak to zmienia zakres prac, piszemy na stronie Parkiet w kamienicy.
Wystarczą zdjęcia podłogi i jedno ujęcie progu albo krawędzi przy kaloryferze. Napiszemy, czy w tym przypadku schodzimy do podłoża, czy wystarczy szlif wierzchu.